Leśny półwysep otoczony szuwarami, krystalicznie czysta woda i absolutna ciemność. Jedynym źródłem światła są księżyc w pełni, blask gwiazd i moje ognisko. W zasięgu wzroku żadnego sztucznego światła wzniesionego ludzką ręką. Żadnej osady, żadnych wiatraków czy łuny światła promieniującej nad miastem. Po zmierzchu dziesiątki żurawi krążąc nisko nad taflą jeziora, wypatrywało bezpiecznego noclegowiska. Spędziłem dziesiątki nocy w pięknych i dzikich miejscach, jednak w ten konkretny spektakl zachodzącego słońca i klangoru odbijającego się echem od ścian lasu nie mogłem uwierzyć.
Przy blasku ogniska czytałem Fundację Asimova – futurystyczną powieść o bardzo odległych losach naszej cywilizacji. Losach odległych tak bardzo, że trudno zauważyć cokolwiek co łączyłoby nasze kultury. Z wyjątkiem żądzy władzy rzecz jasna.
Bawiło mnie to – w ręku książka o kolonizacji wszechświata, międzygwiezdnych podróżach, czterdziesto miliardowych stolicach imperiów i… i ja. Ja otoczony dzikim jeziorem, chwilowy uciekinier i kontestator cywilizacji. Poszukuję chwili ciszy, ciemności, zapachu dzikiej wody i dzikich roślin.
Możliwości, jakie dostarcza nam współczesna cywilizacja wysoko rozwiniętych miast, nie ustępują nawet najbardziej optymistycznym i futurystycznym opowiadaniom. Przyjrzyjmy się kilku przykładom. Żywność o dowolnym smaku i teksturze produkowana w fabrykach, międzykontynentalne połączenia online, medycyna ratująca życie z największych opresji — przeszczepy organów, sztuczne serca. Na każdą ludzką zachciankę znajdzie się najwymyślniejsza technologia gotową nas “zaspokoić”. To już wiele a chyba jeszcze nie jesteśmy gotowi wyobrazić sobie tego, co za kilka lat zaoferuje nam sztuczna inteligencja. Choć to ekstremum dostępne niewielu to jednak przy odrobinie szczęścia można nawet wylądować na księżycu-dokonało tego dwunastu ludzi. Można też zamieszkać, a może raczej pomieszkać na międzynarodowej stacji kosmicznej – tego dokonało prawie 300 osób (źródło NASA). Prawda, że to jakości zupełnie futurystyczne?
Skąd zatem potrzeba, aby choć na chwilę kontestować owe wspaniałości? Nasuwają mi się dwie szybkie odpowiedzi. Pierwsza. Może te fantastyczne jakości nie są tak zadowalające, jakby się mogło wydawać na pierwszy rzut oka? Na marginesie bioniczne oczy też już są dostępne (źródło BBC). Trudno nie zauważyć kosztu wymienionych osiągnięć – niegasnące nigdy światła wielkich aglomeracji widać nie tylko z kosmosu. Prywatność i bliskie międzyludzkie relacje to paradoksalnie zasoby deficytowe. Za każdą wielką technologią zwykle stoi degradacja planety i wyzysk tych mniej pomyślnie urodzonych. Niezależnie od tego, czy jesteśmy tego świadomi, czy nie – suma kosztów ciąży nam na karku. Odpowiedź druga to sprawa antropologiczna. Przez dziesiątki tysięcy lat skwierczące ognisko i plusk wody formowały szlaki neuronalne naszych przodków. Przez absolutną większość czasu istnienia gatunku ludzkiego dostęp do ognia i wody stanowił o poczuciu bezpieczeństwa. Wydaje się, że i dziś stanowi pomimo innej, nowszej formy ognia i wody. Pisk kuchni indukcyjnej lub warkot mikrofal generowanych przez magnetron (serce każdej mikrofalówki) zastąpiły trzask żywego ognia. Plusk wody to raczej szum wielkich pomp miejskiej sieci wodociągowej lub szelest zgrzewek wody butelkowanej. Wygodne, ale to jednak nie to.
Czy możliwe jest zatem pomieszczenie w obrębie jednej cywilizacji tak odległych i w zasadzie wykluczających się, różnych od siebie jakości? Opis mojego doświadczenia jest jak najbardziej rzeczywisty i prawdziwy — zatem tak, to możliwe. Zastanawia mnie jednak, jak długo to jeszcze będzie możliwe? Wspomniana w poprzednim tekście (link to tekstu) fantazja o robotach zastępujących ludzkie relacje, ludzka fantazja o betonowaniu, wyrównywaniu, koszeniu, sterylizowaniu i innych formach cywilizowania przepełnia mnie obawą, że raczej niedługo. Raz jeszcze odwołując się do P.K. Dicka — czy w przyszłości będziemy poddawani testom Voigta-Kampfa, czy może raczej dane nam będzie upajać się zapachem dzikiej wody?
Adrian Sokołowski
https://asokolowski.substack.com

